12 sty 2020, 10:31
Przeglądnąłem wątek i jak zobaczyłam posty na pierwszych stronach to spróbowałem sobie wyobrazić minę mojej żony kiedy w dzień rocznicy ślubu wracam do domu z pięknie opakowanym kompletem garnków albo odkurzaczem. Mnie zawsze zastanawia dlaczego tak często rocznice traktuje się jak urodziny czy imieniny - życzenia, wymienienie się prezentami i po wielkim święcie. U mnie też tak było do momentu aż przez tą rocznicową rutynę obydwoje zapomnieliśmy o swoim kolejnym jubileuszu i jak już sobie przypomnieliśmy to doszliśmy do wniosku, że to jest przecież nasze wspólne święto, ma coś symbolizować, o czymś ważnym przypominać i dawać jakiś bodziec do tego, żeby dalej o siebie zabiegać i nie dać stłamsić prozie życia i codziennych problemach. Od tamtej pory w każdą rocznicę planujemy jakąś chociażby jednodniową wycieczkę, idziemy do restauracji a w tym roku po prostu usiedliśmy wieczorem w salonie, włączyliśmy film, wypiliśmy po lampce wina, powspominaliśmy początki naszego związku śmiejąc się ze swoich wpadek i strzelonych gaf, obejrzeliśmy zdjęcia i chyba dla nas obydwojga ten dzień w roku tylko dla siebie i czas spędzony razem to najwartościowszy prezent - chociaż nie ukrywam, w dzień rocznicy wracając z pracy do domu zawsze przynoszę mały bukiet kwiatów, żeby zaakcentować w jakiś sposób, że to nie jest zwykły dzień. Nie komercjalizujmy takich wydarzeń w swoim życiu, bo jak ludzie pozwolą na to, żeby się od siebie oddalić, żyć obok siebie a nie razem i przestaną o siebie starać gestem i słowem a zaczną to robić zegarkiem czy kolczykami to w pewnym momencie nawet dom na Malediwach jako prezent rocznicowy nie pomoże :)